Norman Tec

Rekordowy Triathlon Sieraków już za nami!

W miniony weekend odbyły się chyba jedne z najtrudniejszych zawodów na mapie Polski. Triathlon Sieraków to impreza dla wielu rozpoczynająca sezon triathlonowy w naszym kraju. Co prawda w maju odbywa się kilka innych imprez, ale tak naprawdę to Sieraków jest jedną z topowych imprez wiosny.

Sieraków przywitał wszystkich zawodników słoneczną ale chłodną aurą. Większość ze startujących w sobotę zawodników do Sierakowa przyjechało przynajmniej dzień wcześniej. Charakterystyką sportu jakim jest triathlon jest dodatkowe zamieszanie związane z odpowiednim zapleczem logistycznym i mądrym planowaniem całego startu. W dzień poprzedzający start zawodnicy muszą odebrać pakiety startowe, wstawić rowery do strefy zmian i koniecznie odwiedzić Expo. Jest na co popatrzeć, a do tego można poczuć klimat zbliżającego się wielkiego dnia. Wieczorem większość zawodników udaje się na zasłużony odpoczynek w gronie rodzinny i przyjaciół.

Dzień startu to dla większości startujących pobudka o godzinie 5-6 rano. Szybkie, treściwe śniadanie, ostatnie analizy związane ze startem i czas na zameldowanie się w strefie zmian. W przypadku Sierakowa wszyscy zawodnicy musieli opuścić strefę zmian do godziny 8 rano, czyli dokładnie godzinę przed planowanym startem. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do strefy zmian. Po wstawieniu roweru dzień wcześniej, w dni startu należy przygotować resztę sprzętu niezbędnego do startu. Obowiązkowym ekwipunkiem każdego triathlonisty są takie elementy jak kask, buty biegowe i kolarskie, pas z numerem startowym (zakładamy po etapie pływackim), odżywki, rękawiczki, okulary sportowe. Całą resztę sprzętu tj. strój triathlonowy i piankę nakładamy przed etapem pływackim.

Ostatnia godzina przed startem to nerwowe czekanie i ostatnie poprawki. Wsparcie rodziny i przyjaciół jest nieodłącznym elementem tych ostatnich chwil przed startem. Tuż przed 9:00 wszyscy zawodnicy gromadzą się w trefie startowej nerwowo przebierając nogami, ale o tym za chwilę.

Wszyscy zawodnicy startujący w Sierakowie mieli do wyboru dwa dystanse, ½ Ironman czyli 1900 m pływania, 90km jazdy rowerem i 21,1 km biegania, oraz dystans o połowę krótszy tj. 950m, 45km, 10,55km.

 Wśród zawodników startujących na dystansie dłuższym wygrał Kacper Adam wbiegając na metę w znakomitym czasie 4:07:37.  Zawodnik z Częstochowy pokonał dystans pływacki w czasie 00:24:28 wychodząc z wody na trzeciej pozycji. Etap kolarski na dystansie 90km pokonał w czasie 2:11:12. Bardzo wymagający bieg na dystansie półmaratońskim zajął zwycięzcy  1:26:00. Drugi na mecie zameldował się Jakub Woźniak uzyskując czas 4:15:07, a trzeci był Łukasz Szumiec z czasem 4:15:24.

winner poowki

Wśród Pań wygrała Olga Ziętek uzyskując czas 4:44:26. Warszawska zawodniczka pokonała etap pływacki w czasie 00:30:10, przejechała 90 km rowerem w 2:34:35 i przebiegła dystans 21,1 km w czasie 1:33:46. Jako druga na mecie zameldowała się Joanna Susmanek 4:47:18, a trzecia była Daniela Kamińska 5:00:25.

Na dystansie tzw. ćwiartki tzn. 950 metrów pływania, 45km jazdy rowerem i 10,55km biegu odbywającej się dzień pózniej triumfował Przymusiński Filip uzyskując czas 2:04:27. Zawodnik z Poznania dystans pływacki pokonał w czasie 00:12:00, 45km jazdy rowerem w czasie 1:06:20, a bieg kończący zawody w czasie 00:40:18. Podium uzupełnili Kalaszyński Łukasz 2:04:59 i Dec Jakub 2:05:31.

JBL Triathlon Sierakw Filip Przymusiski

Wśród Pań triumfowała Pastwa Katarzyna 2:27:00. Jako druga na mecie zameldowała się Pecyna Agata 2:32:00, a trzecia była Chlebosz Martyna 2:32:26.

Na sam koniec jeszcze trochę moich wrażeń ze startu na połówce. Etap pływacki rozpoczęty z samego brzegu jeziora był dla mnie całkowitą nowością. 500 zawodników wbiegających razem do wody naprawdę robi wrażenie, a pierwsze kilkaset metrów to istna walka ze swoimi słabościami i innymi zawodnikami. Nigdy wcześniej nie przeżyłem tak bardzo wymagającego i stresującego pływania w otwartym akwenie. Bardzo szybko okazało się, że nadmiar natlenionej i spienionej wody to zdecydowanie mało komfortowe warunki. Na szczęście po kilku minutach sytuacja się ustabilizowała i mogłem rozpocząć realizacje założonych planów. Dystans 1900 metrów pokonane w granicach 34 minut uznaje za duży sukces.

start woda sierak

Po wyjściu z wody na wszystkich zawodników czekał stromy podbieg do strefy zmian ( mocno dał się we znaki w szczególności, że musiałem jeszcze rozebrać się z pianki). Profesjonalnie przygotowana strefa zmian pozwoliła na szybką zmianę i rozpoczęcie etapu kolarskiego. Dzień wcześniej po przejechaniu trasy kolarskiej miałem mieszane odczucia i pewną dozę lęku. Mocno pofałdowany teren, interwałowy charakter trasy, a do tego dość silny wiatr nie napawał optymizmem. Szybko jednak okazało się, że nogi dość dobrze pracują, a podjazdy widziane dzień wcześniej nie są wcale aż tak strome. Pierwsze 10km trasy było badaniem gruntu i próbą odnalezienia właściwego rytmu. Po minięciu połowy trasy, miejscowości Kwilcz szybko okazało się, że druga część okrążenia jest znacznie szybsza. 10 kilometrowy odcinek w stronę Sierakowa udawało się pokonywać ze średnią o około 1km/h szybciej niż jej pierwszą część. W miarę pokonywania kolejnych kilometrów rósł apetyt na przyzwoity wynik. Po wbiegnięciu do strefy zmian T2 okazało się, że trasę kolarską pokonałem w granicach 2:30 co było potwierdzeniem szybkości trasy.

Etap biegowy rozpocząłem z pełnym optymizmem i coraz większą szansą na wynik w granicach 5 godzin. Mimo to 4 pętle biegowe w bardzo wymagającym leśnym terenie, o bardzo krosowym charakterze z minuty na minutę wysysały ze mnie resztki i tak już nadszarpniętej energii. Szczególnie we znaki dawała się druga część trasy z kilkoma podbiegami i można rzec legendarną już serpentyną z motywującymi tekstami na każdym zakręcie. Po połowie dystansu biegowego wiedziałem, że życiówka z Poznania zostanie pobita, a złamanie 5 godzin jest wysoce prawdopodobne. Wbiegając na ostatnią pętle było jasne, że jeśli nie spotkam ,,ściany” będzie wynik poniżej 5 godzin. Ostatnie metry trasy biegowej to wielka euforia i radość z dobrze przepracowanej zimy i wiosny. Czas na mecie oscylujący w granicach 4:55 zdawał się być nie realny na tak trudnej trasie. Okazało się jednak, że się udało. Na mecie czekał upragniony medal i bogaty bufet pełen owoców i napojów izotonicznych. Dla każdego zawodnika czekało zimne piwo i zimne lody. Po raz drugi pokonałem dystans połowy Ironmena i już dziś wiem, że do Sierakowa wracam za rok.

Udostępnij na FB